THCWeedukacjaPalenie konopi a zdrowie płuc: o co ten cały dym?

14 października, 2019by Stonerchef0

Jednym z najczęściej powielanych i najbardziej krzywdzących mitów na temat konopi jest to, że ich palenie negatywnie wpływa na pracę płuc i przyczynia się do powstawania wielu chorób tego organu, w tym nowotworu.

Ten argument był podnoszony za każdym razem, kiedy rozmawialiśmy z kimś o korzystaniu z konopi i pojawiał się dysonans, że jako pacjenci palimy zioło na zmianę z waporyzowaniem, przez co tak naprawdę sobie szkodzimy. I za każdym razem, gdy odstawiliśmy na bok emocje i przytoczyliśmy garść faktów, temat się kończył w mgnieniu oka.

Jak podaje Harvard Health, palenie marihuany nie tylko nie zwiększa ryzyka wystąpienia chorób układu oddechowego i nie upośledza jego wydajności, ale może ją wręcz poprawić.

O co tu chodzi?

Palenie marihuany a funkcjonowanie płuc: największe badanie dotychczas

W 2012 roku w The Journal of American Medical Association (JAMA) opublikowano wyniki największego i najważniejszego dotychczas badania nad wpływem długotrwałego palenia marihuany na funkcjonowanie układu oddechowego. Badanie było prowadzone w latach 1985-2006 i obejmowało grupę 5115 ochotników w przedziale wiekowym 18-30 i w pełnym zdrowiu. Wzięły w nim udział osoby niepalące, palące tytoń, oraz te, które paliły marihuanę — zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Celem badania było udowodnienie, że u palaczy marihuany występuje podobne ryzyko zachorowania na przewlekłe zapalenie oskrzeli, przewlekłą obturacyjną chorobę płuc oraz rozedmę — a także upośledzenia wydajności płucnej.

Wyniki wprawiły badaczy w nie lada zdumienie, bo okazało się, że palacze marihuany są w grupie mniejszego ryzyka niż palacze tytoniu i — uwaga, uwaga — osoby niepalące. 

Palacze marihuany średnio palili 1 jointa dziennie, choć zdarzały się przypadki 10 skrętów na dzień, jak i pięciu w miesiącu — wszystkie osoby mieściły się w bezpiecznym przedziale.

Jedynie u badanych oznaczonych jako „heavy users”, gdzie bariera 10 jointów za dnia została przekroczona, zauważono gorsze rezultaty na testach spirometrii, których wyniki były lepsze u zwyczajnych, codziennych palaczy konopi niż u palących tytoń i niepalących wcale.

A co z paleniem marihuany i nowotworami?

Jeśli chodzi o rzekomo zwiększone ryzyko zachorowań na raka u palaczy konopi, to tutaj powinniśmy cofnąć się jeszcze wcześniej, bo do 2006 roku, kiedy świat ujrzał wyniki badania preprowadzonego na 2000 osobach mające na celu porównanie ryzyka wystąpienia nowotworów układu oddechowego i jamy ustnej u palaczy tytoniu i marihuany.

Wyniki wskazały, że u palaczy konopi to ryzyko jest niemal dwukrotnie mniejsze, przy czym wypada wspomnieć, że najmocniejsi zawodnicy w badaniu wypalili przez całe swoje życie nawet 22 000 jointów — i co ciekawe, nie byli wcale w grupie większego ryzyka niż palacze „wagi lekkiej”.

Rezultaty powyższego badania są dość niezwykłe, bo w dymie z konopi występuje o 50% więcej substancji smolistych niż w dymie tytoniowym. Eksperci nieśmiało łączą takie wyniki ze zdolnością THC do niszczenia zdegenerowanych komórek zanim te przekształcą się w nowotwór.

Czy to oznacza, że palenie konopi jest zdrowe?

Tego akurat nie powiedzieliśmy. Najpierw wypadałoby zbadać wpływ palenia konopi na funkcjonowanie pozostałych organów — tak że w odpowiedzi na to pytanie uciekamy się do sokratejskiego „wiem, że nic nie wiem”.

Być może konopie to na tyle inteligentne rośliny, że kannabinoidy i terpeny w nich zawarte są w stanie minimalizować potencjalne skutki uboczne takiej formy przyjmowania, jaką jest palenie — tak może wynikać z wyżej przytoczonych badań, wszak palacze tytoniu mieli w obu badaniach znacznie gorsze wyniki.

Wybór między paleniem a waporyzacją konopi to naprawdę bardzo indywidualna kwestia. Oczywiście dla pacjentów waporyzacja stanowi bezpieczniejszy środek konsumpcji, bo jednak nie dochodzi podczas niej do spalania, a niższe temperatury pozwalają na skuteczniejszą ekstrakcję kannabinoidów. Waporyzowanie pozwala też w pełni cieszyć się profilem każdego szczepu w pełnej krasie.

Jeśli jednak pacjent ma ochotę na klasyczną formę przyjęcia leku praktykowaną od tysiącleci — bo waporyzator brudny, bo bateria padła, bo mam do tego prawo — to nie widzimy powodu, żeby zakładać na siebie worek pokutny.

podpis pod postem