Stoner Life10 produktów spożywczych, na które wydalibyśmy ostatni hajs

Są takie produkty spożywcze, bez których nasze życie nie ma sensu. Można sobie zwiedzać świat, chodzić na randki i oglądać pełne zaćmienie księżyca, ale gdy w lodówce brak jest któregoś z naszych ulubionych dóbr, nawet „Zmierzch” nie jest w stanie poprawić nam humoru. A to już o czymś świadczy. Dzisiaj chcemy podzielić się z Wami tym, co sprawia, że przeżywamy ekstazę za każdym razem, gdy lodówka jest tego pełna, a co powoduje, że dostajemy drgawek, gdy tego brak.

Większość naszych ulubionych produktów spożywczych, które pałaszujemy praktycznie codziennie, jest właściwie zdrowa i bardzo korzystna dla organizmu – znajdują się wśród nich bowiem rzeczy, w których dominują odzwierzęce tłuszcze nasycone, soki, a nawet fermentowane napoje wzmacniające odporność. Nie brakuje też rzeczy z gatunku „guilty pleasure”, które u nas są bardziej pleasure niż guilty.

Zapraszamy Was do nieco bardziej intymnego wglądu w Stonerchefa – bo wiecie, uzależnienia to już bardzo intymna sprawa.

1. Parmigiano reggiano

parmigiano reggiano

To jest ser, który moglibyśmy wąchać godzinami – tak pięknie cuchnie. Ale nie zrozumcie nas źle, to nie jest smród złotego sera pleśniowego, o nie – to piękny swądek długodojrzewającego sera, który leżakował sobie przez 18 miesięcy zanim wystawiono go przed marne oblicze ludzkie. Parmezanem można posypać praktycznie wszystko i tak też go traktujemy. Pizza, makarony, burgery, zapieksy, tacos, a nawet centralnie z łyżeczki do buzi – niezależnie od podania, urozmaica każdy posiłek.

Trzeba tylko uważać (jak zwykle) podczas zakupów, bo wiecie, jest parmezan i „parmezan”. Jeśli polujecie na parmezan, pamiętajcie, że najlepszy jest ten z oryginalnym certyfikatem – parmigiano reggiano to w końcu nazwa chroniona, więc sprawa wygląda podobnie jak w przypadku naszych oscypków, z tą jednak różnicą, że oryginalny parmigiano reggiano można bez problemu dostać w każdym wielkopowierzchniowym sklepie.

Jeśli potrzebujemy parmezanu w innej formie, niż tartej (np. w cienkich plastrach), kupujemy ten ser w kawałku, natomiast zawsze mamy w lodówce torebkę startego już parmigiano reggiano, który kupujemy w Carrefourze w cenie ok. 7 PLN za 100g. Skład? Mleko niepasteryzowane, sól i podpuszczka cielęca.

Samo zdrowie!

2. Cheddar

W przypadku cheddara sprawdza się powiedzenie „szukajcie, a znajdziecie”. Zanim natrafiliśmy na idealny cheddarek, przebrnęliśmy przez sporo tego materiału, ale w końcu się udało.

mild cheddar

Pierwszy rodzaj cheddara, Mild-red, to ser, który dominuje w burgerach i kanapkach premium – to pomarańczowe cudo stopione na górze mięsa. Jest niesamowicie charakterny w smaku, do tego wykazuje się świetną topliwością i służy jako poczciwa deska ratunku, gdy z szafki zniknęły już wszystkie przegryzki.

mature cheddar

A skoro już przy przegryzkach jesteśmy, to nic tak nie dodaje walorów do filmowego wieczoru, jak deska długodojrzewających cheddarów. W sklepach można głównie spotkać gatunki dojrzewające między 8 a 16 miesięcy, przy czym te najstarsze opcje charakteryzują się obłędną kruchością, a jednocześnie są bardziej serowe niż koncentrat serowy wyizolowany w laboratorium NASA. Dla takich chwil warto żreć.

Za porządny cheddar mild red (np. Kerrygold) zapłacicie ok. 50 pln/kg, natomiast za te dłużej dojrzewające egzemplarze przyjdzie Wam wyciągnąć z kieszeni jakieś 75-90 pln przy zakupie kilograma. Dla samych przeżyć smakowych – warto, bez dwóch zdań!

3. Mozzarella

mozzarella

Mozzarella to jest temat rzeka. Można ją spotkać w wielu formach, począwszy od wstrętnych podrób, które nie dość, że dziwnie pachą, to robi się z nich dziwna skorupa przy stapianiu, aż po sam creme de la creme, czyli mozzarellę z bawolego mleka w solance.

Co prawda jeśli chodzi o smak, to wyżej wspomniana di bufala nie ma sobie równych, ale my ostatnio preferujemy mozzarellę również w kulce, z tą różnicą, że bez zalewy. Ot, taka miękka kula sera z prostym składem i od krówek karmionych paszą bez GMO. Kosztuje ona 8pln za 300 gramów i u nas wystarcza jej na ok. 3 pizze.

W przypadku, gdy akurat nie możemy jej nigdzie dostać, łapiemy za te kulki w zalewie, które już sprawdziliśmy, co było niestety okupione wieloma skuchami, ale przynajmniej wyciągnęliśmy z tej lekcji odpowiednie wnioski na przyszłość. Zdobycie dobrej mozzarelli w zalewie z tzw. średniej półki to nie lada wyczyn, bo wszystkie mają prawie identyczne składy, więc zostaje nam jedynie wróżenie z tego, co sama krowa sobie jadła.

Niedługo stworzymy osobny poradnik o tym, jak znaleźć dobrą jakościowo mozzarellę.

4. Kombucha

kombucha

Kombucha pomogła nam zrozumieć, że wcale nie potrzebujemy do życia ani słodzonych napojów, ani energetyków, bo ta sfermentowana herbata na bazie grzyba herbacianego załatwia oba pragnienia na raz, a przy tym ma taki profil właściwości prozdrowotnych, że można się zakochać, co też uczyniliśmy. Nie dość, że pyszna, to jeszcze genialnie wspomaga metabolizm i pracę układu odpornościowego dzięki zawartym w niej kulturom bakterii, a do tego podbija minimalny poziom energii do takiego idealnego optimum – bez zgrzytania zębami i utraty koncentracji.

Kombucha dostępna jest w Kuchniach Świata lub online, z tym że trzeba zwracać uwagę na to, czy napój jest niepasteryzowany. Tylko w takim wydaniu Kombucha zachowuje swoje wszystkie właściwości. Nasze ulubione smaki to:

  • Naturalny (do złudzenia przypomina w smaku piwo Żywiec Białe)
  • Kalifornijska malina (chyba najlepsza i najbardziej orzeźwiająca)
  • Ananas i brzoskwinia (przyjemnie słodziutka z delikatnym powiewem egzotyki)

Jest jeszcze smak kokosowy, cytryna-imbir, no i chili cayenne, ale według nas te opcje są raczej hm… dla wytrawnych koneserów, tak byśmy to nazwali.

Koszt: 12 PLN za 400ml, przy czym my sobie rozrabiamy 100ml kombuchy z 150ml wody gazowanej, co w przeliczeniu na takie porcje wychodzi całkiem przyzwoicie dla budżetu. Jedna szklanka napoju wystarcza nam na cały dzień.

5. Wyciskany sok z klementynek

sok z klementynek

Bardzo lubimy wyciskać soki z pomarańczy i mandarynek (w ogóle z cytrusów), ale przy takiej ilości soków, jakie spożywamy codziennie, prędzej by nam od tego wyciskania ręce odpadły, a sokowirówka poleciałaby na księżyc od zbyt wysokich obrotów. Dlatego zawsze dbamy o to, żeby mieć w jednym tygodniu zapas przynajmniej czterech litrowych soków. Kupujemy je w Auchan – kosztują dokładnie 5.12 pln za litr, co jak na wyciskany sok, a nie breję z koncentratu, jest jak najbardziej opłacalne. Poza tym, przy każdym łyku czuć w nim te klementynki, a to się bardzo chwali.

6. Ostre sosy (Frank’s Red Hot, Tabasco Chipotle, Louisiana)

frank's red hot
Już na wykończeniu 🙁

To już jest wręcz zboczenie Wytrawnego Imperatora. Zapasy kapsaicyny są w naszym domu regularnie uzupełniane, ale sosy zawsze stoją na swojej półeczce, żeby dozować ostrą przyjemność wprost do gardełka. Czasami do szczęścia nie potrzeba wcale wielkich ilości pieniędzy albo drogich rzeczy. Niekiedy wystarczy ocet, woda, sól i ostre papryczki.

Jeśli chodzi o nasze ulubione ostre sosy, to na pierwszym miejscu króluje od jakiegoś czasu Frank’s Red Hot, czyli sos, który w USA zyskał już miano kultowego. Po piętach depcze mu Tabasco Chipotle, bo z tym sosem mamy równie piękne wspomnienia, a jego podwędzana nuta uświetnia każdą potrawę z grilla i nie tylko. Na końcu mamy poczciwą Louisianę, nieco bardziej słoną od poprzedników, za to niemal równie smaczną i tak samo ostrą.

Za 150-ml butelkę zapłacicie między 10 a 12 pln, chociaż na promkach w sklepach zdarzają się i takie po siódemce.

7. Salami Pepperoni

salami pepperoni

Doskonale wiecie, że my to pizza, a pizza to my, a jeśli pizza to zawsze pepperoni – nasz pierwszy wybór na jedyny posiłek na bezludnej wyspie. A ponieważ na tej pizzy ilość dodatków jest wyjątkowo skromna, to wypada zadbać o to, żeby każdy z nich był najlepszą wersją samego siebie – albo prawie najlepszą, jeśli do tej najlepszej nie mamy dostępu.

Na wyjątkowe okazje (czyli jak tylko jesteśmy w pobliżu) odwiedzamy włoskie delikatesy i zamawiamy sobie salami pepperoni lub salami picante, które później krojone są w tak cudownie piękne plastry, że gdyby nie smak tej kiełbasy, to oprawilibyśmy je sobie wszystkie w ramkę i gapili się na nie w każdej wolnej chwili.

Niestety nie zawsze nam się chce i nie zawsze mamy kiedy zahaczyć o taką miejscówkę, dlatego na wojażach po marketach wybieramy sobie salami pepperoni z Sokołowa za sprzymierzeńca. Jak na polskie warunki, Sokołów robi naprawdę dobrą robotę i należy do czołówki producentów. Przyjemność z takim salami to 5,79 pln za 100 gramów.

8. Czekolada mleczna Milka

milka
Nigdy nie udało nam się sfotografować większej części czekolady…

No, to teraz wskakujemy na ciemną stronę mocy. Tak, wiemy, że to nie jest PRAWDZIWA czekolada. Tak, zdajemy sobie sprawę z tego, że z jej składu można byłoby sklecić pół zwrotki mało ambitnej piosenki popowej. Nie zmienia to jednak faktu, że Milka umie w to, co robi, a ich kombinacje smakowe też stoją na wysokim poziomie. Poza klasyczną wersją i tą z alpejską krówką (mleczno-biała), mamy fioła na punkcie Milki Oreo i wszystkich wariacji ze słonymi ciasteczkami w środku. A duża czekolada z drażetkami i żelkami niszczy system… I zęby.

Staramy się powoli odchodzić od kupnych słodyczy, bo przecież Królowa Słodkości depcze je szpilką w rozmiarze 15, ale niekiedy jeszcze nasza słaba silna wola daje o sobie znać i wtedy tę piąteczkę na tabliczkę trzeba wyciągnąć z kiejdy.

9. Lody (mięta-czekolada i Oreo)

ciasteczkowe lody oreo

Umówmy się, lody powinny być wpisane w dziedzictwo narodowe każdego kraju i objęte dożywotnim kultem oraz zakazem szkalowania. Lody są dobre zimą, latem, wiosną, jesienią – potrafią nawet osłodzić życie w Polsce, a to już coś! Jeśli chodzi o smaki, to o ile czasem lubimy zabawić się na granicy zaburzeń psychicznych, to na co dzień jesteśmy bardziej konserwatywni niż Amisze, ograniczając się zazwyczaj do dwóch zestawów – miętowo-czekoladowych oraz oreo.

Miętowo-czekoladowe w większości przypadków robimy sami, ale gdy na przykład okolicę plądrują 30-stopniowe upały i jesteśmy wyłączeni z jakiegokolwiek życia, wtedy człapiemy do sklepu, w którym wiemy, że zawsze dostaniemy ratunek w postaci litrowych Grycanów o tymże smaku. Trzeba też oddać Grycanowi, że niektóre ich lody mają całkiem dobry skład jak na ogólnie stosowane standardy. Jak dobrze traficie, to można się zmieścić w 12 PLN za taki litrowy pojemnik.

Co do lodów Oreo, to u nas królują kanapki, ale te klasyczne, bo wersja z masłem orzechowym jest niestety – nie bójmy się o tym mówić – słaba. Na drugim zaś miejscu plasują się lody na patyku z czekoladową skorupką i kawałkami popcornu. W zależności od tego, jak duże mamy gastro, kupujemy albo po jednym z obu rodzajów, albo robimy sobie losowanie i wychodzimy ze sklepu z jedną wersją. Między 4 a 5 PLN za sztukę.

10. Woda

Kończymy nietypowo, bo z jednej strony ten akcent jest dość oczywisty, a z drugiej – patrząc na to, co ludzie piją na co dzień – tak bardzo pomijany. Wodę kochamy całym ciałem, najlepiej zimną niczym uśmiech cyborga, z dwiema kostkami lodu, a jak jest jeszcze delikatnie gazowana, to tarzamy się z radości po podłodze. I naprawdę, choć nie wiemy jak bardzo byśmy chcieli, to za Chiny Ludowe nie potrafimy zrozumieć, jak można nie lubić pić wody. Przecież to przeczy wszelkim prawom natury i mija się ze zmysłem przetrwania niczym dwie połówki jabłka na zakrętach życia.

Do tej pory piliśmy Nałęczowiankę, ale ostatnio podpatrzyliśmy u Fit Loversów wodę „Cechini Muszyna” (średnionasycona CO2), ponoć ma lepszy profil minerałów. Ufamy, bo Fit Loversi wyglądają na takich, którzy znają się na rzeczy. Najważniejsze, że jest ultra smaczna.

Gdzie kupujemy te rzeczy?

Oto szybkie zestawienie, gdzie kupicie wybrane produkty:

  1. Carrefour: Parmigiano reggiano (najlepszy), cheddar, woda Cechini Muszyna, salami pepperoni, lody (czekolada-mięta / oreo), Milka.
  2. Auchan: Sok z klementynek, mozzarella, cheddar (większy wybór), lody, ostre sosy, Milk, parmigiano reggiano, woda
  3. Kuchnie Świata: Kombucha, ostre sosy

Smaczego, gastro świry!