CBD i konopie włóknisteKulturaMarihuanaNaukaWeedukacjaWaporyzacja: co to jest, na czym polega, jakie są korzyści waporyzacji?

Waporyzacja staje się na naszych oczach globalnym trendem, i chociaż to pojęcie jest jeszcze mało popularne w Europie Środkowej, to w jej zachodniej części oraz u naszych sąsiadów za oceanem, waporyzacja kopie ostro palenie po tyłku. Korzystają z niej rozmaici ludzie, od celebrytów, przez zwyczajnych entuzjastów puszczania pary, aż po osoby zakochane we właściwościach medycznych ziół i efektywności ich dostarczania związanej z tym procesem.

Ale co to w ogóle jest waporyzacja? Po co to komu i czym się tak wszyscy podniecają? Jest w ogóle czym?

Owszem, jest. W tym artykule na Weedukacji przedstawimy Wam, dlaczego powinniście zamienić dym na parę i z czym to wszystko się je… tzn. Inhaluje.

Gotowi?

Czym jest waporyzacja?

W najprostszym ujęciu, waporyzacja polega na podgrzaniu suszu ziołowego do określonej temperatury (w zależności od efektu, jaki chcemy osiągnąć) bez spalania materiału. Pod wpływem ciepła zioła zaczynają wydzielać swoje substancje aktywne, które w postaci pary dostają się do organizmu na drodze inhalacji.

Nie musimy chyba mówić, że waporyzacja nie występuje z próżni i coś ten nasz materiał musi podgrzewać. I tu dochodzimy do kolejnej kwestii, jaką jest ekwipunek konieczny to zainicjowania waporyzacji.

Otóż waporyzacja wymaga użycia waporyzatora. Dlatego też czytając Wam w myślach z siłą Wróżbity Macieja, stawiamy kolejne pytanie, a mianowicie:

Czym jest waporyzator?

Dobrze kombinujecie – waporyzator to urządzenie służące do podgrzewania ziół w celu wydobycia ich substancji aktywnych. Jeśli jeszcze nie możecie sobie wyobrazić, jak taki sprzęt może wyglądać, to już spieszymy z wyjaśnieniem.

Istnieją dwa rodzaje waporyzatorów (analogia na zasadzie komputerów): stacjonarne i przenośne.

Waporyzatory stacjonarne

Waporyzator stacjonarny to urządzenie raczej pokaźnych rozmiarów i częściej niż w domach można je spotkać w holenderskich coffeeshopach. Zazwyczaj parę inhaluje się ze specjalnego balonika, poprzez wąż, lub bezpośrednio z jednostki. My do tej pory mamy w głowach cudowną wieczorną sesję w Anytime (coffeeshop w Alkmaar) – w skali od 1 do 10, mocne 420. Jednak na razie nie będziemy tutaj się zagłębiać w tematy waporyzatorów stacjonarnych, bo nas interesują modele przenośne.

Waporyzatory przenośne

Żeby zobrazować wygląd przenośnego waporyzatora, ujmiemy to w ten sposób: Pomyślcie sobie o tym urządzeniu jak o iPodzie albo geekowym gadżecie, który jest zazwyczaj niewielkich rozmiarów, posiada kilka niezbędnych funkcji i miło wtapia się w otoczenie. Mamy w nim zgrabnie wbudowaną komorę na susz i wygodny ustnik, z którego czerpiemy substancje aktywne zawarte w parze.

No dobrze, to teraz trochę techniki.

Jak działa waporyzator?

Waporyzacja jest łatwa do opanowania nawet dla skrajnych humanistów, którzy z techniką, technologią i wszystkim, co odbiega od interpretowania poezji, nie mieli nic wspólnego.

Jeżeli chcemy zwaporyzować nasze zioła, wystarczy otworzyć waporyzator, załadować pożądaną ilość materiału do komory, zamknąć urządzenie, włączyć je i ustawić odpowiednią temperaturę.

A potem czekać, aż waporyzator się nagrzeje i wszystkie dobroci będą gotowe do inhalacji.

W zależności od rodzaju substancji aktywnych zawartych w ziołach, istnieją inne przedziały temperatur uważane za “idealne”, ale to dotyczy raczej ludzi, którzy z ziół korzystają w celach typowo zdrowotnych. Do zwykłej waporyzacji nie musimy mieć wyszlifowanej temperatury co do jednego stopnia.

Co nie oznacza, że waporyzatory nie potrafią jej tak skalibrować. Kilka jednostek z wyższej półki posiada nawet dedykowane aplikacje, które nie tylko potrafią kontrolować temperaturę z dużą precyzją, ale również posiadają specjalne tryby, które dostosowują działanie waporyzatora do osobistych preferencji użytkownika.

Kiedy już urządzenie nagrzeje się do pożądanej temperatury, nie pozostaje nam nic innego, jak przyłożyć buzię do ustnika i zacząć inhalację – tylko tyle (wysiłku) i aż tyle (dobroci).

6 Powodów, dla których waporyzacja może być lepsza niż palenie

W tym starciu waporyzacja ma przewagę w każdej rundzie, aby na końcu je doszczętnie znokautować.

Nie przedłużając, oto dlaczego waporyzacja jest lepsza od palenia:

1. Zdrowie i bezpieczeństwo

Chociaż obecne badania nie potwierdziły długotrwałej szkodliwości dymu konopnego na zdrowie płuc regularnych palaczy — a nawet sugerują większą wydajność płuc u palących stonerów — należy pamiętać, że badania te dotyczyły czystego suszu bez dodatków. Większość ludzi pali jednak z domieszką tytoniu, którego długotrwałe skutki uboczne są dobrze udowodnione.

Podczas procesu waporyzacji (o ile nie operujemy na bardzo wysokich temperaturach), nie dochodzi w ogóle do procesu spalania, a co za tym idzie, dochodzi do uwolnienia prawie wyłącznie substancji aktywnych. Redukcja substancji szkodliwych przy niskich i średnich temperaturach występuje aż do 95%.

To z kolei przywodzi od razu punkt numer dwa.

2. Wydajność

Jeśli chodzi o wydajność waporyzacji, to najlepiej będzie to zobrazować na przykładzie kannabinoidów zawartych w konopiach.

Badanie przeprowadzone przez Chemic Labs w Canton, Massachusetts porównało parę z waporyzatora stacjonarnego Volcano z dymem ze spalonego suszu konopnego. Wyniki okazały się miażdżące dla palenia, ponieważ badanie wykazało, że para wytworzona przez waporyzator składała się aż w 95% THC – i jedynie niewielkich ilości CBD (Cannabidiolu) oraz CBN (Cannabinolu). Dla porównania, dym ze spalonego suszu w 88% składał się z substancji niebędących kannabinoidami.

Nie trzeba być orłem z matmy, żeby wychwycić różnicę.

Do tego dochodzi jeszcze sama wydajność wynikająca ze zużycia materiału. To, co podczas palenia wystarczy nam na 5 zaciągnięć przy nabiciu, z waporyzacją daje nam ich nawet do 20.

3. Zupełnie inne efekty

Tutaj dochodzi nam kwestia “co kto lubi”, ponieważ waporyzacja daje zupełnie inne efekty niż palenie. Przede wszystkim, uczucie po waporyzacji jest czystsze niż po paleniu, a efekty zdecydowanie bardziej energetyczne niż rozleniwiające – dodatkowo trwają dłużej, ponieważ do organizmu dostaje się dużo więcej kannabinoidów niż podczas palenia.

Jeśli chodzi o prace kreatywne albo napięty grafik w ciągu dnia, waporyzacja znowu wychodzi na plus. Jedyną “wadą” waporyzacji może być to, że odczucie działania ziół po ich inhalowaniu następuje nieco wolniej, ale przecież nie od dziś wiadomo, że do odważnych i cierpliwych świat należy.

4. Smak, smak, i jeszcze raz smak

Życie jest generalnie po to, żeby z niego czerpać przyjemność, a wdychanie dymu – przynajmniej dla nas – niekoniecznie jest przyjemne. Waporyzacja pozwala natomiast wyciągnąć z ziół ich cały profil zapachowy i smakowy, a jeszcze wspomnicie nasze słowa, że smak pary doprowadzi do powstania nowej kategorii food-pairingu – to jest po prostu mega przyjemne. W dużym skrócie, porównywanie smaku waporyzacji do tego z palenia jest jak zestawianie ze sobą idealnie wysmażonego kotleta wołowego z kapcio-burgerem z sieciówy.

Co zatem sprawia, że waporyzowane zioła smakują tak dobrze? Waporyzacja prowadzi do uwolnienia terpenów z podgrzewanych ziół, czyli grupy związków naturalnie w nich występujących oraz odpowiedzialnych za ich charakterystyczny aromat i smak. Podczas spalania, niestety, większość z tych terpenów ulega zniszczeniu. Pierwsze wrażenia po zamianie bibułek na waporyzator gwarantują efekt oczu wypadających z orbit ze ździwienia.

5. Dyskrecja

Skoro już o bibułkach mowa, palenie jest strasznie niedyskretne, niezależnie od tego, gdzie to robimy. W mieszkaniu dym wnika w ściany, meble, unosi się w pomieszczeniu i wydostaje się na klatkę, przez co jest to nie tylko uciążliwe, ale może sprowokować nieżyczliwych ludzi do wyciągnięcia na wierzch swojej wewnętrznej cebuli. Na zewnątrz, z kolei, Wasze skręty mogą powodować skręty głowy przechodniów – i tak źle, i tak niedobrze.

Dla odmiany, para wytwarzana na drodze waporyzacji jest pozbawiona przykrego zapachu dymu, a sam aromat jest praktycznie niewyczuwalny. Nawet po inhalacji w zamkniętym pokoju, po kilku minutach od zakończonej sesji nic już nie czuć. W miejscach publicznych waporyzator jest natomiast książkową definicją trybu incognito.

I chociaż dmuchanie parą w pobliżu przypadkowych przechodniów nie jest mądrym rozwiązaniem, zdecydowana większość nawet nie zwróci uwagę na waporyzator, myśląc, że jest to coś w rodzaju bardziej hipsterskiej e-fajki.

Dla wszystkich, którzy cenią dyskrecję, przenośny waporyzator to złoto.

6. Oszczędność

Poza tym, że waporyzacja jest nieporównywalnie bardziej wydajna od palenia – zarówno pod kątem zużycia materiału oraz ilości uwalnianych substancji aktywnych w ziołach – po prostu wychodzi nam oszczędniej w dłuższym rozliczeniu. Odchodzą nam wszystkie bibułki, filtry, tytonie i inne zbędne rzeczy, więc chociaż sam zakup waporyzatora nie należy do tanich wydatków, to ta inwestycja nam się zwyczajnie zwróci. A skoro już o kosztach mówimy, to przejdźmy do ostatniej sekcji naszego artykułu, w której przy okazji przygotowaliśmy dla Was niespodziankę.

Czy waporyzacja to droga zabawa?

Nie będziemy ukrywać, że początkowy koszt – jak już mówiliśmy – potrafi dać po kieszeni, ponieważ dobry waporyzator przenośny może kosztować pomiędzy 400 a 1000 zł, co z miejsca odstrasza potencjalnych entuzjastów ziół, którzy chcieliby zmienić nawyki na zdrowsze. A ponieważ na tanim urządzeniu można nabawić się jedynie frustracji i niechęci do tej metody konsumpcji ziół, aktywacja węża w kieszeni odbije się rykoszetem.

Niemniej jednak, patrząc na to z perspektywy czasu, waporyzacja jest nie tylko bardziej opłacalna gdy spojrzymy na cały obrazek, ale również sprawia większą przyjemność dla zmysłu smaku i powonienia, jest nieinwazyjna dla społeczeństwa, a jej efekty są silniejsze, dłuższe i – naszym zdaniem – lepsze niż z palenia.