CBD i konopie włóknisteMarihuanaStoner LifeWeedukacjaJak wyleczyłem się z alergii sezonowych w rok (studium przypadku)

Dzisiejszy artykuł będzie poświęcony alergiom, ale w przeciwieństwie do naszych standardowych treści, nie będziemy się rozpisywać nad teorią, a zamiast tego skupimy się na praktyce, czyli co w przypadku Piotrka pomogło pozbyć mu się alergii sezonowych w rok. Potraktujcie ten post czysto informacyjnie i w ramach ewentualnej inspiracji. W końcu to tylko dowód anegdotyczny, co nie? Oddajemy głos zainteresowanemu.

Pierwszy raz przeżyłem alergię sezonową w wieku 11 lat. Któregoś dnia wróciłem ze szkoły do domu przez park, no i jak wróciłem, to mój nos dostał prawdziwej wścieklizny.

Przez kilka dni chodziłem z chusteczką przyłożoną do nosa, kichałem z taką częstotliwością, z jaką mrugają niewprawieni kłamcy, do tego ciągle musiałem coś odchrząkiwać z gardła, a koniec końców mój organizm dotarł  do takiego osłabienia, że dostałem jakiejś infekcji — co rozłożyło mnie na cały tydzień z wysoką gorączką i mega bolącym gardłem.

I tak prawie co roku, w każdą wiosnę.

Jak wyglądały moje alergie?

Przeważnie ten sam scenariusz: wściekła reakcja alergiczna, próba normalnego funkcjonowania przez kilka tygodni, bunt układu odpornościowego, przeziębienie, odchorowywanie, regeneracja i kolejna batalia z alergią w nadziei, że sytuacja się już nie powtórzy; na zmianę z maskowaniem objawów lekami antyhistaminowymi i sprayami do nosa.

Z antyhistaminowych zrezygnowałem, bo czułem się po nich, jakbym dostał młotkiem w głowę, natomiast nie za bardzo widziało mi się poleganie na sprayu co roku, bo to nie rozwiązywało problemu u źródła — a tego chciałem.

Na co w ogóle byłem uczulony?

W liceum poszedłem sobie zrobić testy i wyniki pokazały, że byłem uczulony praktycznie na wszystko, co pyli wiosną i wczesnym latem, jednak największe uczulenie wyszło mi na trawy, topolę i brzozę.

Czy coś z tym robiłem?

Oprócz stosowania wyżej wymienionych doraźnych środków nie robiłem z tym absolutnie nic, bo byłem przekonany, że albo „tak już mam i jestem alergikiem”, albo że „kiedyś samo przejdzie”, albo że jedyną opcją jest odczulanie, na które zwyczajnie nie chciało mi się chodzić, oprócz tego, że jego mechanizm wydawał mi się co najmniej dziwny.

Jednak każdy człowiek ma swoje granice, a moja została przekroczona po prawie 20 latach chodzenia z pełną kluchą i czerwonymi oczami każdej wiosny. Jak jeszcze nie korzystałem z medycznej marihuany, to mogłem wyciągać kartę alergii i czerwonych oczu w towarzystwie, no ale w pewnym momencie racjonalizacja mojego nic nierobienia w tym kierunku też przestała mnie bawić.

Zapomniałbym dodać, że w tzw. międzyczasie zostałem książkowym szurem i foliarzem, który wierzy w terapeutyczne działanie substancji naturalnych oraz budowanie odporności na poziomie komórkowym.

W rezultacie zacząłem bardziej interesować się człowiekiem jako całością, a desperacka chęć pozbycia się alergii sprawiła, że postanowiłem spróbować sam wyleczyć się z tego stanu, no bo w sumie co mi szkodzi. Zresztą jak człowiekowi leje się z nosa jak z Niagary, a intensywność tarcia oczu jest w stanie wykrzesać ogień, to można ouwierzyć we wszystko, byleby tylko pomogło. Generalnie gdyby ktoś w momencie największej beznadziei powiedział mi, że zawiązanie fioletowego sznurka na jajkach ulży mojemu smarkaniu i kichaniu, to byłbym w stanie przeprosić się z pasmanterią — więc dieta i suplementacja wydawały się całkiem lajtowym i sensownym rozwiązaniem.

Jak zabrałem się do tematu alergii sezonowych?

Od razu zaznaczam, że nie jestem ani ekspertem od alergii, ani dietetykiem klinicznym, jednak nie uważam, żeby to przeszkadzało mi w zgłębianiu wiedzy na tematy, które bezpośrednio mnie dotyczą — jak choćby moje zdrowie.

Każdy jest inny, więc to, co sprawdziło się w moim przypadku, niekoniecznie musi zadziałać u kogoś innego; jednak jeśli ktoś stwierdzi, że warto spróbować i mu to pomoże, to świat się chyba nie zawali; a wręcz przeciwnie.

Skoro alergia polega na błędnej identyfikacji potencjalnie niegroźnych związków jako alergenów przez układ odpornościowy, to znaczy, że nie brakuje mi leku ani nie muszę się na siłę nasycać alergenem, tylko powinienem poprawić funkcjonowanie tego układu, a konkretnie komunikacji pomiędzy jego komórkami.

Innymi słowy, celem stało się doprowadzenie układu odpornościowego do takiego stanu, w którym spotkanie z pyłem brzozy będzie skutkowało tym, że komórki zareagują „o, pyłek brzozy, mam to w dupie”, zamiast sygnalizować organizm do wzmożonej produkcji histaminy i pozostałych związków, które powodują, że przez całą wiosnę i wczesne lato nie mogłem normalnie funkcjonować.

Co zrobiłem, żeby wzmocnić układ odpornościowy?

Domyślam się, że to jest ten moment, w którym wszyscy czekają na komunikat, że to wszystko dzięki konopiom.

Otóż nie do końca.

Owszem, jeśli miałbym wymienić te rzeczy, które moim zdaniem najbardziej przysłużyły się temu, że mi „przeszło”, to konopie — głównie CBD — znalazłoby się na podium, zaraz obok zmiany w diecie.

I to właśnie od tych zmian żywieniowych chciałbym zacząć.

Pożegnałem się z kilkoma produktami spożywczymi, które bardzo lubię

Temat alergii krzyżowych to jest bardzo ciekawa sprawa, bo prawdopodobnie dzięki uwzględnieniu możliwości ich występowania udało mi się jeszcze poradzić z jednym bardzo uporczywym problemem, który mnie trapił.

Mianowicie swędząca skóra głowy po jedzeniu niektórych produktów.

Wcześniej nie przywiązywałem do tego dużej wagi, jednak domyślałem się, że ta reakcja nie bierze się z powietrza.

Okazało się, że przy reakcjach krzyżowych i moich mega alergiach m.in. na pylenie traw, brzozy i byliny, mogę odczuwać pogorszenie objawów alergii sezonowych oprócz innych symptomów, jak np. swędzenie skóry głowy, poprzez spożywanie konkretnych produktów spożywczych.

Jakich?

W moim przypadku takich, które spożywałem co najmniej 3-4 razy w tygodniu: pomidory, ziemniaki i sos sojowy.

Zacząłem zwracać przy okazji uwagę na to, jak czuję się „w środku” po zjedzeniu wyżej wymienionych.

Wspólne mianowniki oprócz swędzenia głowy: nabrzmiały brzuch, senność, śluz w gardle, który trzeba odchrząkiwać co jakiś czas.

Dlaczego akurat ziemniaki, pomidor i soja?

Zaczniemy od pomidora i soi.

Oba produkty są bogatym źródłem histaminy. Podczas reakcji alergicznych dochodzi do wzmożonej produkcji tego związku, co skutkuje katarem, kichaniem, kaszlem, czerwonymi, swędzącymi oczami i ogólnym zmęczeniem.

Jedząc pomidory i spożywając sos sojowy przez większość tygodnia w sezonie alergicznym nie tylko powodowałem reakcje krzyżowe wynikające z podobnej budowy alergenów, ale dowalałem sobie jeszcze dodatkowo histaminę w momencie, gdy mój organizm wyrzucał ją w nadmiarze, żeby pozbyć się tych alergenów.

A co z ziemniakami?

Ziemniaki są co prawda w porządku jeśli chodzi o sprawy histaminowe, natomiast problem z nimi w moim przypadku prawdopodobnie polega na tym, że należą one do warzyw psiankowatych.

Warzywa psiankowate mogą wzmagać produkcję wewnętrznej histaminy, a oprócz tego mają w sobie lektyny, które mogą nasilać stany zapalne w organizmie poprzez wywoływanie reakcji obronnej układu odpornościowego — co może być szczególnie widoczne przy jego nieprawidłowym funkcjonowaniu (patrz: alergie sezonowe).

Czy wyeliminowałem lub ograniczyłem jeszcze jakieś inne produkty?

Tak, zrezygnowałem z soków cytrusowych, które uwielbiałem wiosną/latem, ponieważ one też zaliczają się do uwalniaczy histaminy — a zawsze po wypiciu nawet bio soku wyciskanego bezpośrednio z cytrusów swędziała mnie głowa.

Chcąc zminimalizować stres oksydacyjny spowodowany uwalnianiem się dużej ilości wolnych rodników podczas gotowania — co też ma negatywny wypływ na układ odpornościowy — porzuciłem też smażenie na olejach roślinnych na rzecz smalcu i masła klarowanego.

Jak wyglądała moja dieta?

Przez ten rok stosowałem zasadę 80/20, tj. 80% pożywienia o wysokiej gęstości odżywczej i dużej biodostępności, które są dla mnie biologicznie odpowiednie i 20% tego, na co mam po prostu ochotę — wliczając w to okresowo nieduże ilości ziemniaków, sosu sojowego i pomidorów.

Moje żywienie przez ten rok wyglądało tak, że przez 5 dni jadałem 2 duże posiłki w ciągu dnia, które składały się naprzemiennie z ekologicznej wołowiny z hodowli odnawialnych, boczku, jajek i dobrych tłuszczy, jak np. niepasteryzowane masło, oliwa z oliwek, czy (sporadycznie, ale zawsze) olej z konopi. Do tego ograniczona ilość warzyw w formie piklowanej lub kiszonej, bo generalnie po warzywach czuję się średnio i jadam je selektywnie. Owoce podobnie: rzadko i bardzo sezonowo — wbrew temu, co próbuje się dzisiaj wymusić na społeczeństwie (5 porcji dziennie i te sprawy).

Można powiedzieć, że przez ten rok w większości moje żywienie kręciło się dookoła keto-karniwora. Przez ten czas bardzo rzadko jadłem też mąkę i pseudozboża; w ogóle mocno ograniczyłem węglowodany, a zejście na 2 posiłki dziennie i w miarę sumienne pilnowanie przerywanego postu pozwoliło odpocząć mojemu organizmowi od wiecznego przetwarzania jedzenia.

Sumiennie przez rok suplementowałem olej CBD

Powiedzieć o mnie, że jestem entuzjastą konopi, to jakby powiedzieć, że Kobe Bryant był całkiem niezłym koszykarzem. Jestem do tego stopnia przekonany o ich dobroczynnym wpływie na nasze zdrowie, że uważam, iż dostęp do kannabinoidów powinno się rozpatrywać w kategorii praw człowieka — jestem też zdania, że każdy, kto pozna, jak funkcjonuje układ endokannabinoidowy, zrozumie moje podejście do tematu.

Układ endokannabinoidowy ma za zadanie pilnować homeostazy, czyli równowagi biologicznej, pomiędzy funkcjonowaniem pozostałych układów i organów w naszym organizmie. Receptory kannabinoidowe, z którymi reagują związki aktywne w konopiach, rozsiane są po całym ciele — i znajdują się również na powierzchni komórek układu odpornościowego.

Jakiekolwiek chroniczne zaburzenie funkcjonowania układu endokannabinoidowego może prowadzić do tzw. klinicznego niedoboru endokannabinoidów, a to z kolei może spowodować tzw. efekt domina, tzn. że komunikacja pomiędzy komórkami pozostałych układów zostanie zaburzona; a później te nieregulowane zaburzenia mogą przerodzić się w poważne problemy ze zdrowiem.

Jeszcze raz przypominam, że w przypadku alergii sezonowych układ odpornościowy błędnie identyfikuje niegroźne cząsteczki jako „intruzów”, stąd reakcja alergiczna.

Czyli mamy problem z komunikacją pomiędzy komórkami tego układu; a te komórki są wyposażone w receptory, które CBD bezpośrednio aktywuje.

Aktywacja receptorów CB2 w układzie odpornościowym może prowadzić do:

  • Redukcji stanów zapalnych poprzez blokadę wytwarzania prozapalnych cytokin
  • Obniżenia reakcji histaminowej

Oprócz tego CBD ma działanie modulujące na układ endokannabinoidowy, co oznacza, że dba o równowagę w funkcjonowaniu poszczególnych neuroprzekaźników. Ta modulacja odznacza się m.in. dbaniem o prawidłowy poziom endokannabinoidów we krwi, które mają za zadanie dbać o wspomnianego układu — a zatem może zapobiegać powstawaniu klinicznego deficytu endokannabinoidowego.

Jak stosowałem CBD?

Głównie w celu poprawy funkcjonowania układu odpornościowego; działanie immunomodulacyjne CBD występuje przy niższych dawkach; wtedy mówimy o wspieraniu komunikacji pomiędzy komórkami odpowiedzialnymi za identyfikację „intruzów w organizmie.”

Przez rok stosowałem regularne dawki CBD w oparciu o swoją wagę (Z TEGO PORADNIKA), które rozbijałem na rano i wieczór.

W dużych dawkach CBD może z kolei wykazywać selektywne działanie immunosupresyjne, czyli tłumacząc z polskiego na ludzki — wyciszać nadaktywny układ odpornościowy. Jednak nie osłabia go w długofalowej perspektywie w przeciwieństwie do konwencjonalnych immunosupresantów.

Tutaj jedynie chciałbym wspomnieć, że w moim przypadku efekt wyciszający układ odpornościowy miały dawki rzędu 100–150 mg, więc nie jest to tania zabawa i uważam, że w tym przypadku CBD lepiej sprawdza się jako wsparcie wcześniej wspomnianej komunikacji komórek układu immunologicznego.

Z jakiego oleju CBD korzystałem?

Z tego samego, który pomógł mi się pozbyć bruksizmu i problemów z koncentracją powodowanej gonitwą myśli — Eir Health, konkretnie stężenia 1500 mg (No. 15) lub 3000 mg (No. 30) w wersji z pełnym spektrum kannabinoidów i terpenów.

Na wszystkie produkty Eir Health CBD macie 15% rabatu na hasło STONERCHEF i darmową dostawę na terenie Polski dzięki naszej współpracy.

Piłem witaminę C

Witaminę C suplementuję na co dzień i używam jej też w ramach doraźnego radzenia sobie z przeziębieniami; wtedy nasycam się nią aż do… no właśnie — i zazwyczaj czuję się na drugi dzień dużo lepiej.

Ciekawą rzeczą, którą zauważyłem, było to, że pijąc duże dawki witaminy C w krótkich odstępach czasowych — np. co godzinę — pomagało mi to wyciszyć reakcje alergiczne do tego stopnia, że faktycznie mogłem wtedy przez kilka godzin funkcjonować bez typowych objawów alergii, a w najgorszym scenariuszu były one po prostu znośne.

Doraźne dawkowanie witaminy C okazało się w moim przypadku bardziej opłacalne niż stosowanie immunosupresyjnych dawek CBD.

Ważne tylko, żeby to była wysokiej jakości witamina C naturalnego pochodzenia, np. w formie ekstraktu z dzikiej róży.

Ile witaminy C brałem?

Przy codziennej suplementacji zamykam się w jednej łyżeczce witaminy C rozpuszczonej w wodzie w formie szota lub napoju. Natomiast jeśli chodzi o takie doraźne stosowanie, to tutaj jechałem do granicy 15 gramów dziennie w zależności od nasilenia objawów.

Włączyłem witaminę D do codziennego użytku

Podejrzewam, że na temat wszechstronności witaminy D można by napisać kilka tomów książek, jednak tutaj zatrzymam się na tym, dlaczego włączyłem ją do codziennej suplementacji.

Osoby cierpiące na alergię sezonową mają zazwyczaj obniżony poziom witaminy D. Im niższy jej poziom, tym większe nasilenie objawów. To akurat mnie nie dziwi, bo witamina D ma bardzo duży wpływ na funkcjonowanie układu odpornościowego, szczególnie na działanie limfocytów T, które odpowiadają za prawidłowe identyfikowanie i eliminację wrogich komórek.

Biorąc pod uwagę niedobory witaminy D ze względu na nasze położenie geograficzne oraz wadliwe funkcjonowanie mojego układu odpornościowego w sezonie pylenia, włączyłem do suplementacji witaminę D z lanoliny.

Ile witaminy D brałem?

8 tysięcy jednostek (8000 IU) dziennie wraz z witaminą K2-MK7 w celu maksymalizacji odpowiedniej syntezy witaminy D. Oficjalna bezpieczna granica suplementacji to 10 tysięcy jednostek dziennie, chociaż w literaturze naukowej są przypadki, gdzie stosowanie znacznie większych dawek u chorych odbywało się bez uszczerbku na zdrowiu pacjenta. Ja to zrobiłem trochę „na pałę”, bo nie badałem metabolitu 25-OH przed rozpoczęciem suplementacji i na przestrzeni tego okresu, więc jak ktoś chce podejść do tematu z większą precyzją i jakimkolwiek punktem odniesienia w przypadku dawkowania, to warto sobie zrobić takie badanie.

I wtedy przyszedł maj…

Właściwie to czerwiec, bo już od ponad miesiąca mogę cieszyć się oddychaniem pełną piersią bez zatkanego nosa, bez łzawiących oczu, bez kichania co chwilę i bez modlitw o deszczowe dni, żeby na chwilę zrobiło mi się trochę lepiej.

Poza wyżej wymienionymi zmianami nie wprowadzałem żadnych innych modyfikacji w swoim życiu. Nie chcę przypisywać tutaj zasługi jednej konkretnej rzeczy, bo zdaję sobie sprawę z tego, że alergie są złożonym problemem, do którego powinno się podejść w równie złożony sposób.

Uważam suplementacja oleju CBD i witaminy D miała w tym duży udział; oczywiście żeby potwierdzić przyczynowość wypadałoby mnie wrzucić do randomizowanego badania z kontrolną grupą, jednak znając mechanizm funkcjonowania obu substancji oraz ich wpływ na pracę układu odpornościowego, mogę przypuszczać z dużą dozą pewności, że pomogły mi one wrócić prawidłową komunikację pomiędzy jego komórkami i wzmocnić go w rezultacie.

Mimo to uważam też, że ich działanie nie byłoby aż tak skuteczne, gdyby nie modyfikacje w diecie, które poczyniłem. Owszem, na początku trudno było mi zrezygnować z pomidorów, ziemniaków i sosu sojowego; w końcu pomidory zjadałem prawie codziennie od dziecka, podobnie jak ziemniaki, a sosem sojowym uwielbiałem doprawiać dania (lub tworzyć na jego bazie orientalne sosy).

Dało mi to bardzo do myślenia o tym, że moje relacje z jedzeniem nie do końca były poprawne, bo niektóre produkty traktowałem bardzo emocjonalnie, a ten okres zmian uzmysłowił mi, że jedzenie ma przede wszystkim człowiekowi służyć.  A co komu służy, to jest już bardzo indywidualna sprawa.

Czy medyczna marihuana była pomocna w alergiach?

O marihuanie chciałbym wspomnieć w kontekście dwóch rzeczy:  wzmacnianiu terapeutycznego działania CBD i łagodzeniu „skutków ubocznych” alergii. Sama marihuana bogata w THC i uboga w CBD raczej nie miała tu zastosowania w jej zwalczaniu.

CBD i THC wraz z pozostałymi kannabinoidami i terpenami wchodzą w synergię określaną przez neurobiologów mianem „efektu otoczenia” (ang. the entourage effect). Wystarczy dodać 1% THC podczas przyjmowania ekstraktu z CBD, żeby w sposób znaczny podnieść jego wartość terapeutyczną. U mnie to było pewnie trochę więcej, jednak do każdej porannej dawki CBD inhalowałem medyczną marihuanę, żeby uzupełnić profil kannabinoidowy podczas takiej sesji. To samo robiłem przy dawce wieczornej, chociaż to robiłem od kiedy korzystam z MM, bo kombinacja CBD i THC bardzo dobrze wpływa na mój cykl snu i produktywność za dnia.

Jeśli zaś chodzi o łagodzenie skutków ubocznych alergii, to chodzi mi tu głównie o rozdrażnienie, zmęczenie i brak apetytu. Kto zmaga się z alergią przez dłuższy czas, ten wie, że podczas każdego sezonu pylenia, człowiek dobiega do ściany i ma serdecznie dosyć tego połączenia pękniętego kolanka w zlewie z zaciętą płytą w postaci notorycznego kichania.

Czasami można się, za przeproszeniem, wkurwić do cna.

I właśnie w takich momentach marihuana miała na mnie szczególnie pozytywny wpływ. Mogłem się wyciszyć, przegadać z sobą w środku, że to w końcu minie i jakoś trzeba się z tym przebujać (introspekcja po sesji z MM jest bardzo ciekawym narzędziem psychologicznym), no i ulżyć sobie w zasypianiu.

Tutaj trzeba jednak rozgraniczyć, kiedy marihuana może rozluźniać, a kiedy nie powinno się jej stosować przy napięciu. Jeśli to napięcie ma podłoże fizyczne, to THC i terpeny mogą pomóc poprawić nastrój i przestać się „buzować”. Natomiast jeśli napięcie jest podszyte wewnętrznym lękiem, to lepiej sobie darować, bo może dojść do wypiętrzenia tego lęku i łapania paranoi.

Jak wyleczyłem się z alergii sezonowych: podsumowanie

W dużym skrócie, moja strategia walki z alergiami sezonowymi polegała na:

  • Wsparciu układu endokannabinoidowego poprzez suplementację olejem CBD, dzięki czemu moje własne endokannabinoidy mogły podtrzymywać jego optymalne funkcjonowanie, przez co łatwiej było przywrócić homeostazę w pracy komórek układu odpornościowego.
  • Wzmocnieniu układu odpornościowego i naprawieniu reakcji immunologicznej w limfocytach T dla prawidłowej identyfikacji wrogich komórek poprzez włączenie do planu suplementacji witaminy D3. Witamina D może działać komplementarnie z CBD dla wsparcia odporności.
  • Stosowaniu wysokich dawek witaminy C w tłumieniu reakcji histaminowych oraz stała suplementacja mniejszymi dawkami w ramach regularnego dostarczania do organizmu antyoksydantów. Co ciekawe, CBD też ma silne właściwości antyoksydacyjne, więc możliwe, że te dwa związki działały z sobą synergistycznie. Pilnowałem jednak, żeby nie brać witaminy C w tym samym czasie, co oleju CBD, żeby nie konkurowały z sobą na drodze do krwiobiegu.
  • Wyeliminowanie z diety roślin psiankowatych i produktów bogatych w histaminę.
  • Wyraźne ucięcie tygodniowej podaży węglowodanów.
  • Przejście na styl żywienia, który określiłbym miksem keto, karniwora i paleo z przewagą tych dwóch pierwszych. Dodatkowo włączenie okresowego postu i przejście na 2 duże posiłki zamiast kilku mniejszych porcji dziennie. Na takim jedzeniu czułem, że mój układ pokarmowy ma czas na odpoczynek, lepiej śpię, regeneruję się, a co za tym idzie, mój organizm zyskuje lepsze warunki do naprawy układu immunologicznego.

Ponownie zaznaczam, że o wszystkim, z czego korzystałem w ramach tego rocznego eksperymentu, dowiedziałem się na własną rękę, korzystając z książek holistycznych dietetyków klinicznych, publikacji osób zajmujących się tzw. biohackingiem — i samemu przeglądając badania nad wpływem diety i suplementacji w alergiach sezonowych.

Dużo inspiracji czerpałem też z tzw. dowodów anegdotycznych, bo uważam, że jakkolwiek mogą nie być wymierne w dużej skali, tak każde badanie związane z wpływem jakichś substancji lub aktywności na ludzkie zdrowie, zaczyna się właśnie od dowodów anegdotycznych. Tak było choćby z badaniami nad przeciwpadaczkowymi właściwościami CBD.

W żadnym razie nie chciałbym, żeby ten artykuł był traktowany jako porada zdrowotna, bo takową nie jest. Uważam jednak, że każdy człowiek powinien starać się być „ekspertem” w zakresie własnego zdrowia, zwłaszcza przy dzisiejszym dostępie do wiedzy, kiedy przy odpowiednich umiejętnościach researchu możemy ją łatwo czerpać z rzetelnych źródeł.

Enjoint!