Jeżeli waporyzujesz zioło, prawdopodobnie właśnie dlatego, że chcesz uniknąć spalania.
Jest to szlachetny cel i na papierze wszystko wydaje się idealne.
Zamiast dymu masz parę, czy – jak kto woli – aerozol. Zamiast produktów powstających podczas spalania dostajesz kannabinoidy i terpeny uwalniane pod wpływem znacznie mniejszej temperatury. Do tego dochodzi smak i aromat odmiany, które w teorii powinny być nawet lepiej wyczuwalne.
Dlatego waporyzacja jest dzisiaj powszechnie przedstawiana jako zdrowsza alternatywa dla palenia.
Na zewnątrz wygląda to na argument-beton, no nie da się tego przebić.
Nie mamy zamiaru odrzucać tego argumentu, jednak, żeby zachować chłodną głowę i nie wejść w retorykę sklepów z waporyzatorami, należy się tu drobne sprostowanie.
Owszem, waporyzacja rzeczywiście pozwala ograniczyć ekspozycję na wiele produktów spalania.
Natomiast problem zaczyna się wtedy, kiedy z:
„waporyzacja eliminuje część problemów związanych ze spalaniem”
robimy:
„waporyzacja jest bezwzględnie bezpieczna”.
To już są dwie zupełnie różne tezy.
Jeśli należysz do osób, które po waporyzacji czują podrażnienie, zaczynają kaszleć, mają nieprzyjemne odczucia w drogach oddechowych albo po prostu znacznie gorzej tolerują tę metodę niż palenie tego samego suszu (witaj w klubie), warto się zastanowić, co właściwie znajduje się w tym aerozolu.
Bo odpowiedź może być trochę bardziej skomplikowana niż:
„źle ustawiasz temperaturę”.
Zacznijmy od tego, co waporyzator robi z terpenami
To jest zresztą jeden z największych paradoksów całej tej historii.
Bo terpeny są przecież jednym z powodów, dla których waporyzacja bije palenie na głowę.
Nie musisz spalać suszu, żeby poczuć jego aromat.
Możesz dostać charakterystyczny profil odmiany bez dymu (ponownie, w teorii – ale o tym niedługo).
Tylko że ogrzewanie nie traktuje wszystkich składników zioła jednakowo.
Niektóre związki są znacznie bardziej lotne od innych.
I dlatego podczas waporyzacji mogą być uwalniane w zupełnie innym tempie.
W badaniu, w którym analizowano waporyzację suszu w temperaturach 180–220°C, wykazano, że wiele terpenów przechodziło do fazy gazowej znacznie szybciej niż THC. Przy 180°C tempo waporyzacji β-myrcenu było według obliczeń ponad 3500 razy większe niż THC, linaloolu około 2200 razy, a β-kariofilenu około 380 razy. (PubMed Central (PMC))
Zanim wejdziemy w sferę sensacji: nie oznacza to, że z waporyzatora leci „3500 razy więcej mircenu niż THC”.
Chodzi o różnicę w szybkości przechodzenia tych substancji do fazy gazowej.
Ale konsekwencja jest ważna.
Para, którą wdychasz, nie musi mieć takiego samego profilu jak kwiat, który wsypałeś do komory.
Niektóre terpeny mogą być uwalniane bardzo szybko.
I jeśli masz susz wyjątkowo bogaty w któryś z lotnych monoterpenów, pierwsze buchy mogą dostarczać zupełnie innych smaków niż późniejsza część sesji.
Tutaj pojawia się problem, o którym mówi się zdecydowanie za mało
Co jeżeli nie tolerujesz takiej ekspozycji?
Nie chodzi o to, że terpeny są złe.
Nie są.
To naturalne składniki konopi i wielu innych roślin. W samym ziole odpowiadają za moc i kierunek efektów danej odmiany, wg konceptu efektu otoczenia.
Terpeny mają też same w sobie właściwości prozdrowotne.
Problemem może być dawka i droga podania.
To, że jakiś związek występuje naturalnie w roślinie, nie oznacza automatycznie, że jego bardzo wysokie stężenie w bezpośrednio inhalowanej będzie dla każdego obojętne.
Badania toksykologiczne dotyczące terpenów pokazują, że przy odpowiednio wysokich stężeniach mogą one wywoływać podrażnienie sensoryczne i reakcje zapalne dróg oddechowych. (PubMed Central (PMC)).
Znasz to uczucie, kiedy po wapowaniu zaczynasz kaszleć tak mocno, że masz wrażenie, iż za chwilę wyplujesz całą klatkę żebrową?
No właśnie.
Jednak trudno twierdzić, że:
„Jeżeli waporyzacja Cię podrażnia, to na pewno winny jest np. pinen (albo inny terpen)”.
Tego nie wiemy.
Możemy natomiast powiedzieć coś znacznie ostrożniejszego i jednocześnie dużo ciekawszego:
waporyzacja może zmieniać profil ekspozycji na terpeny, a indywidualna wrażliwość na wysokie stężenia określonych związków może być jednym z powodów, dla których część osób źle ją toleruje.
I nagle okazuje się, że fakt, że Twoi znajomi zachwalają waporyzację niczym Robert Makłowicz Bałkany, a Ty po wielokrotnych próbach nie masz już nawet ochoty patrzeć na waporyzator, to nie są Twoje “wymysły”.
Waporyzacja może też zmieniać smak suszu
Tutaj dochodzimy do kolejnego paradoksu.
Jednym z argumentów za waporyzacją jest przecież to, że pozwala lepiej poczuć smak i aromat odmiany.
I rzeczywiście — pierwsze buchy potrafią być niesamowicie aromatyczne.
Tylko że wielu użytkowników zauważa coś zupełnie innego.
Zaczynasz inhalację.
Pierwszy buch — intensywny aromat.
Drugi — nadal świetnie.
Trzeci — trochę mniej.
A później profil zaczyna się spłaszczać.
Zamiast całego bukietu masz jeden dominujący smak.
A jeszcze później?
Nic.
Albo charakterystyczny smak przypalonego popcornu.
Nie musimy dorabiać do tego wielkiej teorii spiskowej.
Jeżeli najbardziej lotne terpeny są uwalniane bardzo szybko, jest całkiem logiczne, że pierwsza część sesji może być pod względem aromatu zupełnie inna niż późniejsza.
W pewnym momencie najbardziej lotna część profilu po prostu została już z suszu usunięta.
Zostają związki mniej lotne i materiał, który był podgrzewany coraz dłużej.
Dlatego paradoksalnie metoda, która miała pozwolić Ci cieszyć się pełnym profilem odmiany, może dla części użytkowników dawać doświadczenie bardzo krótkiego, intensywnego aromatu, po którym następuje stopniowe spłaszczenie smaku.
Dla odmiany wysokie temperatury spalania degradują wprawdzie część terpenów, ale szybsza dynamika ich dostarczania sprawia, że wraz z kannabinoidami pochłaniasz cały bukiet terpenowy razem z lotnymi związkami siarki (VSC).
Dlatego z naszego doświadczenia (i nie tylko) wynika, że jeśli masz susz wysokiej jakości – o wysokim stężeniu terpenów – to paradoksalnie smak przy paleniu może być bardziej kompleksowy i dawać o sobie znać dłużej niż przy wapowaniu.
Zatem, jeżeli po kilku kolejnych buchach zastanawiasz się:
„Gdzie się podział cały ten smak?”
to niekoniecznie dlatego, że “złe paliłeś”.
Czy na pewno unikasz wszystkich produktów ubocznych reakcji termicznej?
Kiedy zmieniasz temperaturę z 180°C na 210°C, nie modyfikujesz wyłącznie intensywności działania.
Zmieniasz również to, jakie substancje i w jakim tempie są uwalniane z suszu.
W badaniu waporyzacji suszu przy 180°C znaczna część terpenów była uwalniana bardzo szybko, podczas gdy THC potrzebowało więcej czasu. Przy wyższych temperaturach uwalnianie THC również wyraźnie przyspieszało. (PubMed Central (PMC))
To oznacza, że 180°C i 210°C nie są po prostu dwoma ustawieniami tej samej inhalacji.
To mogą być dwa trochę inne profile chemiczne tego, co trafia do Twoich płuc.
A im wyższa temperatura i dłuższy czas ogrzewania, tym większe znaczenie zaczynają mieć również reakcje termicznego rozpadu.
Badania nad waporyzacją konopi wykazały powstawanie termicznych produktów degradacji, między innymi takich związków jak benzen, metakroleina czy ketony. Co istotne, obecność terpenów może dodatkowo wpływać na ilość niektórych produktów fazy gazowej. (PubMed)
Ponownie: nie oznacza to, że waporyzacja jest spalaniem.
Nie jest.
Ale brak spalania nie oznacza braku reakcji chemicznych wywołanych temperaturą i produktów ubocznych tego procesu.
Teraz dochodzimy do elementu, o którym mówi się chyba jeszcze mniej
Samego waporyzatora.
Bo kiedy mówimy o waporyzacji, bardzo łatwo wyobrazić sobie proces:
suszone kwiaty → temperatura → para → płuca.
Tylko że pomiędzy suszem a Twoimi płucami znajduje się jeszcze całe urządzenie.
Grzałka.
Komora.
Elementy metalowe.
Izolacja.
Czasami ceramika.
Niekiedy różnego rodzaju polimery (składowe plastiku).
Jeżeli te elementy są ogrzewane do wysokich temperatur, nie możemy po prostu założyć, że pozostają całkowicie obojętne dla organizmu.
Metale mogą trafiać do pary ze sprzętu
To nie jest już hipotetyczny problem.
Badania waporyzatorów do suszu wykazały, że metale obecne w elementach konstrukcyjnych mogą migrować do materiału przeznaczonego do inhalacji i ostatecznie trafiać do pary.
Wykrywano między innymi nikiel, chrom, miedź, ołów, kobalt, cynę i cynk. (PubMed)
I co bardzo ważne, źródłem nie musi być sam susz.
W badaniach porównujących różne metody ogrzewania konopi wykazano, że samo urządzenie grzewcze może być źródłem zanieczyszczenia metalami. (PubMed)
Czyli możesz mieć czysty, wysokiej jakości susz; możesz go przechowywać idealnie; możesz nawet dokładnie wiedzieć, jakie ma kannabinoidy i terpeny.
A mimo tego częścią tego, co inhalujesz, mogą być substancje pochodzące z urządzenia.
Waporyzacja jest często upraszczana w sposób:
suszone zioło + kontrolowana temperatura.
Tylko że w rzeczywistości dochodzi jeszcze:
suszone zioło + kontrolowana temperatura + materiały, z których zbudowano urządzenie.
Zadaj sobie dwa pytania:
- czy istnieją odgórne regulacje dotyczące standardów jakości takich urządzeń?
- czy twój waporyzator ma certyfikat poświadczający brak elementów mogących uwalniać toksyczne związki?
Obecnie jedynie marka Storz & Bickel może się pochwalić atestem medycznym swoich produktów.
Jest jeszcze Arizer i DynaVap, które chwalą się wykorzystaniem elementów klasy medycznej – jednak bez certyfikatu.
Czy twój “tani waporyzator do 500 zł, żeby nie wydać za dużo” wykorzystuje takie elementy?
Śmiemy w to wątpić.
Wysoka temperatura też niekoniecznie pomaga
Badania wskazują, że wyższa temperatura może zwiększać migrację metali z elementów urządzenia. Znaczenie ma również stan sprzętu, jego zużycie i konstrukcja. W analizach urządzeń obserwowano między innymi uszkodzone przewody, zwęglone elementy grzewcze oraz inne oznaki działania bardzo wysokich temperatur. (PubMed Central (PMC))
Co więcej, w nowszych badaniach aerozoli z produktów konopnych ponownie wykrywano cząstki metali, w tym Co, Cr, Ni, Pb, Sn i Zn. Skład tych cząstek odpowiadał materiałom obecnym w elementach urządzeń, co dostarcza mocnych dowodów na to, że sprzęt rzeczywiście może być ich źródłem. (PubMed)
I nie chodzi tutaj wyłącznie o jakieś ekstremalnie tanie urządzenie z podejrzanej strony internetowej.
Problem jest bardziej fundamentalny.
Każdy sprzęt jest wykonany z jakichś materiałów.
A materiały te zachowują się w określony sposób pod wpływem wysokiej temperatury.
Dlatego „waporyzator” nie jest jedną kategorią pod względem ekspozycji.
Różne konstrukcje mogą oznaczać różne temperatury, różne materiały i różne poziomy potencjalnego zanieczyszczenia.
„Ale przecież mam ceramiczną grzałkę”
Świetnie!
Tylko co dokładnie oznacza „ceramiczna”?
W niektórych urządzeniach ceramiczny jest jeden z elementów, podczas gdy pozostałe części nadal mogą zawierać plastik, tanie aluminium, przewody, styki czy materiały izolacyjne.
Co więcej, w badaniach analizujących urządzenia konopne wykazywano obecność metali również w systemach wykorzystujących ceramiczne elementy grzewcze. (PubMed Central (PMC))
Nie oznacza to oczywiście, że ceramika jest zła.
Oznacza tylko tyle, że sama nazwa materiału użytego w jednym elemencie urządzenia nie mówi nam jeszcze wszystkiego o tym, co znajduje się w aerozolu.
Musisz rozróżnić tzw. “marketing fluff” od twardych danych.
A co z żywicą i woskami?
Na dwoje babka wróżyła.
Z jednej strony wydaje się to absolutnie logiczne, że ogrzewanie suszu konopnego powoduje, że do pary przedostanie się również mniej lotnych związków.
Te woski z żywicy podczas waporyzacji też mogą znaleźć się w tym, co inhalujesz.
Ale czy powiedzielibyśmy, że “to na bank żywica zakleja ci płuca i stąd ten paniczny kaszel”?
Bynajmniej.
Nie mamy na to wystarczających dowodów.
Natomiast warto wziąć pod uwagę to, że tego typu cząsteczki mogą dodatkowo przyczyniać się do podrażnienia dróg oddechowych użytkowników o większej wrażliwości.
No dobrze. To czy waporyzacja jest zdrowsza od palenia?
Werdykt brzmi:
prawdopodobnie pod pewnymi względami tak.
I nie będziemy się z tym kłócić, bo aż tak nas jeszcze “nie odkleiło od tego jarania”, jak niektórzy nam sugerują.
Eliminacja spalania oznacza, że lwia część toksycznych produktów ubocznych tego procesu nie trafia do Twojego organizmu.
To jest realna zaleta.
Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy z tej zalety robimy dowód na pełne bezpieczeństwo i nasze podejście do palaczy zioła przypomina słynnego mema ze “Zmierzchu”, gdzie klan Volturich patrzy z balkonu z pogardą na “motłoch”.
Nie mamy jeszcze badań pokazujących, co dzieje się z człowiekiem po kilkudziesięciu latach regularnego waporyzowania konopi.
Nie mamy takiej historii.
Współczesne waporyzatory po prostu nie były używane przez całe pokolenia.
Dla odmiany mamy do dyspozycji wysokiej jakości badanie RCT na palaczach zioła, które trwało 20 lat – i z którego płyną bardzo ciekawe wnioski (więcej TUTAJ).
Dlatego twierdzenie:
„waporyzacja jest bezwzględnie zdrowsza od palenia”
jest nadużyciem z uwagi na obecną dostępność danych.
Możemy powiedzieć:
waporyzacja ogranicza ekspozycję na produkty spalania.
Możemy powiedzieć:
to jest istotna zaleta z punktu widzenia redukcji szkód.
Ale nie możemy uczciwie powiedzieć:
„wiemy już, że długoterminowo jest bezpieczna”.
Bo po prostu nie mamy takiej wiedzy.
I brak dowodów na długoterminową szkodliwość nie jest dowodem na długoterminowe bezpieczeństwo.
To działa w obie strony.
Nie możemy powiedzieć:
„nie wiemy, więc waporyzacja jest równie szkodliwa jak palenie”.
Ale nie możemy również powiedzieć:
„nie wykazano szkody, więc waporyzacja jest bezpieczna”.
Podsumowując… Dlaczego niektórzy nie mogą waporyzować zioła?
Jeżeli waporyzujesz i wszystko jest świetnie — super.
Jeżeli natomiast po waporyzacji czujesz się gorzej niż po spaleniu tego samego suszu, nie musisz od razu zakładać, że Twój organizm się myli.
Możliwe, że problemem jest temperatura.
Możliwe, że konkretny profil terpenowy.
Albo wyjątkowo intensywna ekspozycja na określone lotne związki.
Ewentualnie samo urządzenie.
Możliwe, że materiały, z których zostało wykonane.
Lub jest to kombinacja kilku rzeczy.
A może istnieje jeszcze jakiś mechanizm, którego po prostu jeszcze nie znamy.
I właśnie dlatego uważamy, że waporyzację warto traktować trochę mniej jak rozwiązanie wszystkich problemów związanych z paleniem, a trochę bardziej jak inną metodę inhalacji, która rozwiązuje część problemów, ale jednocześnie tworzy własny zestaw pytań.
