Nasz przepis na ramen songoku to żywy dowód na to, jak przekuć porażkę w sukces. Zapomnijcie o wykładach motywacyjnych i wizualizowaniu rzeczywistości, bo to życie – a właściwie kuchnia – pisze najlepsze scenariusze i robi to bardzo tłustym i klarownym bulionem.

Do tej pory zrobiliśmy tylko jeden ramen, chociaż to był taki niby-ramen, gdyby się przyczepić (co oczywiście miało miejsce), bo wywar nie był na kościach, a na samej łopatce wieprzowej, no i JAK MOŻNA DODAWAĆ DO RAMENU GARAM MASALA, PRZECIEŻ TO NIE JEST KILLER TYLKO JAKAŚ POPIERDÓŁKA?!?!?!?!

Nie ulega wątpliwości, że był to mimo wszystko „ramen” zacny, obfity, głęboki i skoncentrowany, nie mówiąc już o pieczonej dyni i karmelizowanej wieprzowinie, ale teraz postanowiliśmy pójść drogą prawdziwego Kawaii.

Poszliśmy na bazar i nakupiliśmy kości.

I to było bardzo ciekawe doświadczenie, bowiem jeszcze nigdy nie kupowaliśmy takich rzeczy na żaden wywar.

Jakieś tłuste mięsa, antrykoty, szpondry, skrzydła – owszem.

Ale z nóżkami wieprzowymi i kurzym korpusem mieliśmy do czynienia po raz pierwszy.

O ile ten korpus i sam kurczak nie stanowił dla naszej psychiki bariery, to jednak w przypadku świńskich nóżek – zwłaszcza w kontakcie z własnymi dłońmi – doszło w nas do tymczasowego zgrzytu moralnego, ale na szczęście w porę zorientowaliśmy się, że to tylko mózg z nami igra i przecież to pożywienie jak każde inne, a termin „zwierzę hodowlane” nie wziął się znikąd, no i wróciła nam piąta klepka.

Mówimy o tym dlatego, że co bardziej wrażliwe osoby mogłyby się kłócić w środku, czy jednak chcą patrzeć, co wkładają do garnka.

No cóż – survival of the fittest.

A co nam te kości wzbogaci?

Profil warzywny naszego ramenu skupia się w okręgu warzyw aromatycznych, dlatego wywar jest pełny palonego czosnku z imbirem i cebulą, pora, dymki oraz grzybów. Dzięki temu może nie wrzucamy całego bukietu z ogródka, ale za to otrzymujemy konkret, który w połączeniu z mocnym wywarem na świńskich nóżkach i kurzym korpusie wprowadzi podniebienie na nowy poziom rozkoszy.

A ponieważ nie chcemy, żeby to był wywar chudy, to do gara załadujemy sobie solidny kawałek słoniny, który po ugotowaniu wyląduje w zupie – posiekany.

Jeśli zaś chodzi o dodatki, to cóż… Nasz wybór padł na szczypior, kukurydzę, dojrzewający bekon, prażony sezam, sambal oelek i prażoną cebulkę. Do tego wszystkiego zaopatrzyliśmy się w starter na bazie sosu sojowego, czosnku i octu ryżowego, wzbogacony o sos hoisin.

Jeden mały fail…

W zamyśle to miał być ramen tonkotsu, taki jasny i kremowy, ale pomyliły nam się terminy gastronomiczne i zamiast spokojnego gotowania mieliśmy typowo rosołowe „pyrkanie”, wobec czego tłuszcz nie wszedł w wywar, a wyleciał nam w postaci oczek na wierzchu.

Nie zmienia to faktu, że po wzięciu jednej łyżki do buzi, miało się wrażenie zaaplikowania jakiegoś cudownie odżywiającego serum na usta.

No dobra, a teraz do rzeczy.


Do przygotowania ramenu songoku przydadzą nam się:

  • duży garnek (ok. 4 litry) lub Crock Pot
  • nóż szefa kuchni
  • durszlak
  • sitko
  • łyżka cedzakowa
  • duża patelnia z grubym dnem
  • szpatułka
  • trzepaczka

Czujecie ten kolagen w powietrzu?

Składniki:

ramen

Wywar na ramen songoku:

ok. 600-700g świńskich nóżek (u nas dwie sztuki)

ok. 0.5kg korpusu z kurczaka, bez skóry i dodatkowego tłuszczu

1 łyżka oleju rzepakowego

1/2 dużej cebuli

7 ząbków czosnku

ok. 4-cm kawałek imbiru, obrany i pokrojony w kostkę

1 por, pokrojony w grubsze plastry

6 dymek (tylko białe części)

ok. 300g słoniny w kawałku

składniki na dodatki do wywaru

Dodatki:

Dojrzewający bekon wysmażony na chrupiąco

prażona cebulka

szczypior z dymki

kukurydza BIO

Sambal oelek

Makaron mie BIO

Starter (składniki poniżej)

Starter na jedną miskę ramenu:

2 łyżki naturalnie warzonego sosu sojowego

2 łyżeczki octu ryżowego

1 łyżeczka oleju sezamowego

1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę

1-2 łyżeczki sosu hoisin

Na wieki wieków…

Zaczynamy od kości.

Wrzucamy do garnka zarówno świńskie nóżki, jak i kurzy korpus, przy czym pamiętamy, żeby obie rzeczy porządnie umyć, a korpus dodatkowo pozbawić skóry i nadmiaru tłuszczu.

Zalewamy kości wodą, doprowadzamy je do zagotowania i jak tylko woda zacznie mocno bulgotać, zdejmujemy garnek z ognia.

blanszowane kości

W czasie, gdy doprowadzamy wodę w garnku do zagotowania, rozgrzewamy olej rzepakowy na dużej patelni na dużym ogniu, aż zacznie się delikatnie dymić. Wrzucamy cebulę wraz z czosnkiem i imbirem.

Smażymy wszystko przez ok. 15 minut, mieszając od czasu do czasu, aż warzywa będą zewsząd słusznie spieczone.

palone warzywa

Wracamy do garnka z naszymi kośćmi. Jak już mówiliśmy, gdy woda się zagotuje, zdejmujemy garnek z ognia, po czym dokładnie myjemy je pod bieżącą wodą. To jest odpowiedni moment na to, żeby jeszcze raz dokładnie przebadać, czy między kośćmi nie czai się krew i takie tam.

Kości przekładamy z powrotem do garnka, przykrywamy je spieczonymi warzywami, dodajemy pora, dymkę i pieczarki, po czym dodajemy nasz kawał słoniny i zalewamy całość wody. Musi być tak, żeby kości były zakryte przez cały czas gotowania.

kości zakryte warzywami i słoniną wywar przed wstawieniem

Jeśli używamy Crock Pota, ustawiamy go na „Low” na 8 do 12 godzin. Jeśli natomiast gotujemy ramen w garnku, doprowadzamy jedynie do delikatnego bulgotania – zbierając ewentualne szumowiny z wierzchu – i trzymamy pod przykryciem na małym ogniu tyle samo czasu. W połowie gotowania wyjmujemy słoninę, przenosimy ją do pojemnika, zamykamy i wkładamy do lodówki – przyda nam się później.

Po tym czasie wyjmujemy kości z garnka, a sam wywar przecedzamy przez sitko do drugiego garnka, aby uzyskać klarowny bulion. Gotujemy go jeszcze na małym ogniu bez przykrycia, aż nieco nam się zredukuje (ok. 30 minut powinno wystarczyć).

przecedzony wywar

Nadszedł czas na przygotowanie ramenu.

W misce, do której będziemy nalewać zupę, umieszczamy sos sojowy, ocet ryżowy, czosnek, sos hoisin i olej sezamowy, dokładnie mieszając.

starter do ramenu

Starter zalewamy bulionem i układamy na wierzchu wszystkie dodatki: bekon, kukurydzę, prażoną cebulkę, szczypior, sambal oelek oraz makaron mie – wcześniej ugotowany i przesmażony w woku na jednej łyżce oleju.

ramen songoku ramen songokuramen songoku

To, co nam się spodobało w ramenach, to fakt, że one są takim zupnym odzwierciedleniem pizzy. I tak samo, jak wiele dodatków można do niego wrzucić i – analogicznie do ciasta – ile różnych wywarów sporządzić na jego bazę, tak łatwo jest triggerować ramenową policję, która tylko czyha za rogiem, aby wlepić japoski mandat. Tutaj, na przykład, skorzystaliśmy z makaronu mie zamiast „klusek” ramen, no i pewnie coś by się tam jeszcze znalazło, ale najważniejsze, że jest tłuściutki i wchodzi jak domokrążca w latach 90tych do domu z nowym odkurzaczem, który dodatkowo pierze gacie i odprawia dzieci do szkoły.

Ale następny obiecujemy zrobić prywatny tonkotsu – bo na pewno warto. Tak samo, jak warto choć raz w życiu zjeść najprostszą pizzę neapolitańską.

podpis pod postem