Jedno z naszych ulubionych dań typu stir-fry z tzw. „chińczyków”. Błyskawiczne w przygotowaniu, smaczne jak diabli, no i jak jedno mówi do drugiego, że chciałoby smażony ryż, to nie dostanie zamiast tego kaczki po pekińsku.

A to się kiedyś zdarzało, szczególnie w czasach, gdy chińskie bary szybkiej obsługi wchodziły na polski rynek i jeszcze nie można ich było spotkać na każdym osiedlu. No cóż, dla nas egzotyczne były takie przybytki, a dla właścicieli i pracowników to język polski stanowił egzotykę. Dlatego dochodziło do nieporozumień na trzech polach:

  1. Mówisz do kolesia/facetki za ladą, a oni uśmiechają się tak, jakby życzyli ci wszystkiego najlepszego w Wigilię, ale za cholerę nie łapią, o co kaman, więc trzeba pokazać numerek potrawy.
  2. Jak już się zamówiło wytypowaną pozycję z karty, to przychodził konflikt na tle walutowym. Generalnie wyglądało to tak, że osoba za ladą liczyła, ile ma wydać i co to za śmieszny Janusz z brodą na banknocie albo co to za chińskie – wróć, arabskie! – znaczki na tym papierku. Generalnie w tak zwanym międzyczasie można było jeszcze po drodze zamówić kebsa w innym lokalu, pójść do sklepu po herbatę i wrócić.
  3. Kiedy przyszło do podania zamówienia, to co prawda w większości przypadków faktycznie dostawaliśmy to, co zostało zamówione, ale kilka razy w życiu zdarzyła nam się pomyłka – i tak zjedliśmy, bo było dobre.

No ale to było ładnych parę lat temu i od tego czasu wiele się w tej materii poprawiło.

W każdym razie, siedzieć w takim lokalu i czekać na zamówienie to czysta przyjemność, ponieważ o ile trafimy na chińczyka wysokiej jakości, to same aromaty dochodzące z kuchni sprawiają, że kiszki zaczynają grać marsza. Dołóżmy do tego podglądanie kucharza, tego kulinarnego smoka prychającego przyprawami, który w wielkim niczym chiński smok ogniu tworzy dla nas to żarełko, a naczynia brzęczą tak, jakby w środku kłóciła się wielodzietna włoska rodzina – to wszystko dba o pobudzenie naszych zmysłów.

Tylko że czasami zwyczajnie nam nie po drodze do „chińczyka”, a tak się składa, że w lodówce siedzi wieprzowina, w spiżarni stoi pojemnik z ryżem, a my mamy w zanadrzu kilka sztuk niewykorzystanych warzyw.

Co wtedy?

Wtedy robi się domowy ryż smażony po chińsku.

Do przygotowania ryżu smażonego po chińsku potrzebne będą:

Pora wyciągnąć wok i dodać gazu – w kuchence, rzecz jasna.

Składniki:

składniki na ryż smażony z wieprzowiną

Ryż smażony po chińsku:

100g ryżu

1 średnia cebula, pokrojona w drobną kostkę

2,5 łyżki oleju rzepakowego do smażenia

1 delikatnie roztrzepane jajko, wymieszane z kilkoma kroplami oleju sezamowego i sosu sojowego

100g polędwicy wieprzowej pokrojonej w cienkie plastry

1/2 marchewki, pokrojonej w bardzo drobną kostkę

Kilka różyczek brokułów

40g groszku (może być mrożony lub cukrowy)

100g kiełków fasoli mung

2 łodygi szczypiorku, drobno pokrojone

3-4 łyżki jasnego sosu sojowego

Wszystko to jakieś takie po chińsku robione

Ryż smażony to żarełko bardzo szybkie w przygotowaniu, niemniej jednak trzeba je podzielić na kilka faz i każdej z nich uważnie pilnować.

Zacznijmy od przygotowania dwóch rzeczy zawczasu. Po pierwsze: ryż. Ten gotujemy zgodnie na małym ogniu z instrukcjami na opakowaniu. Po drugie, brokuł. Odkrawamy różyczki z połowy warzywa i gotujemy je najpierw ok. 2 minuty w lekko osolonej wodzie, po czym odcedzamy w durszlaku i pozbywamy się wody. Brokuły lądują z powrotem w garnku, a my tym razem zalewamy je wodą lodowatą, w której warzywka powinny leżeć mniej więcej minutę – dzięki takiej technice zachowają swoją chrupkość i będą gotowe do wprowadzenia do smażonego ryż w odpowiednim momencie.

Teraz rozgrzewamy 1 łyżkę oleju w woku, po czym dodajemy cebulę i przesmażamy ją na sporym ogniu ok. 6-8 minut cały czas mieszając, aż cebula usmaży się na mocno złoty kolor.

cebulka zbrązowiona w woku

Zdejmujemy cebulę z woka i dajemy naczyniu nieco ostygnąć. Następnie włączamy ponownie ogień – tym razem ustawiając go na średni – rozgrzewamy 1/2 łyżki oleju przechylając patelnię tak, aby tłuszcz pokrył również jej krawędzie i wlewamy do środka jajko. Mieszamy je szybko szpatułką, a kiedy jajo się zetnie, przewracamy je na drugą stronę i trzymamy w woku jeszcze kilkanaście sekund, aż będzie ścięte z obu stron.

jajko usmażone w woku
Widzieliśmy już Matkę Boską na patelni, a nawet i samego Jezusa. Ale ponadprzeciętnie inteligentna forma życia – tego jeszcze nie grali!

Usuwamy jajko z woka i drobno je siekamy. Kolejnym krokiem będzie rozgrzanie 1 łyżki oleju i dodanie wieprzowiny wraz z marchewką, groszkiem, brokułami i usmażoną cebulą. Całość przesmażamy ok. 2 minuty, cały czas mieszając.

wieprzowina z warzywami w woku

W woku ląduje ugotowany ryż, szczypiorek, a także kiełki fasoli mung. Potrząsamy wokiem, aby dodatki wymieszały się z resztą stir-fry’a i smażymy całość ok. 3 minuty.

ryż dodany do wieprzowiny z warzywami

Na końcu wlewamy sos sojowy i dodajemy posiekane jajko – dosmażamy potrawę jeszcze przez minutę.

ryż smażony

ryż smażony

ryż smażony

W zależności od preferencji, można zabrać ze sobą buteleczkę sosu sojowego i dodać do ryżu parę kropelek. Najlepsze w tym smażonym ryżu jest to, że nie użyliśmy grama soli ani pieprzu, o innych przyprawach nie wspominając, a wyraziste smaki co chwila latały po naszych podniebieniach i sprawiały, że uśmiechaliśmy się, jak ci biedni, zestresowani Chińczycy, co to średnio rozumieli, jakie danie się zamawia z karty.

U nas stresu w ogóle nie było. Zrozumieliśmy za to jedno – jako śniadanie, ryż smażony będzie gościł na naszym stole zdecydowanie częściej.

podpis pod postem