Jeśli mielibyśmy wymienić jedno ulubione klasyczne połączenie smakowe, to jednogłośnie powiedzielibyśmy: cheeseburger. Odpowiednio poszanowany burger z cheddarem, siekaną cebulką, piklami z ogórka i domowym ketchupem potrafi sprawić, że nawet najgorszy dzień może zakończyć się euforią porównywalną do oczekiwania na ukończenie osiemnastego roku życia, zanim wiedzieliśmy z czym to się tak naprawdę wiąże pod przykrywką przywilejów.

Oczy nam krwawią, kiedy widzimy, jak cheeseburger jest maltretowany w nadmorskich budkach albo w innych niesławnych dobytkach gastronomicznych, no i smutamy troszkę, że mamy taką mcdonaldyzację tej formy podania wołowiny między bułkami. Dlatego dzisiaj nas tchnęło, aby przygotować vademecum dla każdego, kogo napadła ochota na tzw. „cziza”.

Zapoznamy Was z tym:

  • z jakiego mięsa korzystać i jak je traktować,
  • jak odpowiednio doprawić wołowinę,
  • jakie bułki są najlepsze do zajadania się cheeseburgerem,
  • jak nie dać się nabrać podczas kupna cheddara,
  • jakie są niezbędne dodatki dla serowego burgera,
  • Dlaczego nie tyjemy przy tak… wyjątkowym jedzeniu.

Zacznijmy od podstaw.

Jaką część wołowiny wybrać?

Optymalnie – takie są amerykańskie standardy – powinno się pracować z taką częścią wołowiny, która posiada stosunek czystego mięsa do tłuszczu 80% / 20%. Dlatego nieoceniony okaże się antrykot lub chociażby rostbef.

zmielony antrykot wołowy

Te białe fragmenty, które widzicie, to właśnie tłuszcz, który nie dość, że jest nośnikiem smaku, to jeszcze zapewnia mięsku odpowiednią soczystość. Dodatkowo antrykot wcale nie jest drogi, bo na naszym bazarku za 0,5kg zmielonej partii płacimy 10 PLN, a wystarcza go na 3 przyzwoite cheeseburgery. 

Chuda wołowina odpada, bo bardzo łatwo ją przeciągnąć na patelnii, przez co mięso może być suche, a nikt nie lubi jeść podeszwy. Z cheeseburgerem jest jeszcze ten problem, że potrzeba stopić ser na mięsie, dlatego smażenie trwa nieco dłużej –  toteż apelujemy o używanie mięsa z ok. 20-procentowym udziałem tłuszczu. Polędwica to już jest zupełne „be”, chyba że na co dzień podpalacie banknoty zapalniczką i lubicie marnować materiał do gotowania.

  • Mądry tip: jeśli macie niedaleko siebie jakiś sklep mięsny, to śmiało poproście sprzedawcę, żeby zmielił Wam kawałek wybranej wołowiny. A najlepiej, jeśli macie w domu maszynkę do mielenia mięsa, to wtedy możecie wziąć sprawy w swoje ręce. W każdym razie omijamy paczkowaną wołowinę i wszelkie mieszanki z domieszką wieprzowiny, czy też innego rodzaju cuda garmażeryjne.

Jak odpowiednio doprawić wołowinę?

Z burgerami obchodzimy się, jak z prostym chłopem. Zostawiamy mięso w spokoju, nie dodajemy żadnej bułki tartej do masy, ani jajka. Jak już wyrobimy kotlety (celujemy w ok. 2,5 cm grubości jednego burgera), to wystarczy obficie doprawić je pieprzem i solą tuż przed rzuceniem na rozgrzaną patelnię.

wyrobione burgery wołowe

Teraz krótka uwaga na temat samych przypraw. Jeśli chodzi o sól, to my korzystamy z himalajskiej. Jest nie tylko najbardziej kompletna pod względem zawartości minerałów i czystości, ale przede wszystkim bardzo ładnie podkreśla smak mięsa, w przeciwieństwie do soli kuchennej, która jest bardzo ostra w smaku i potrafi wypaczyć nasze postrzeganie poziomu słoności w daniach.

Pieprz zaś miażdżymy w moździerzu do pożądanej grubości. Z gotowego zmielonego czarnego pieprzu korzystamy już w ostateczności albo w wypadku skrajnego lenistwa. Świeżo zmielony pieprz ma tę zaletę, że wiecie, co sami przed chwilą zmieliliście i możecie cieszyć się zarówno pełnym aromatem tej przyprawy, jak i odpowiednim poziomem ostrości.

przyprawy do mięsa

Prawdopodobnie Waszą uwagę zwróciło to metalowe naczynie z miarką na zdjęciu – to jest musztarda Dijon. Nasza ulubiona, dosyć ostra, a przy okazji nadająca kruchość mięsu. Smarujemy nią burgery po przewróceniu na drugą stronę na patelni. Wtedy mogą się one dłużej smażyć bez utraty soczystości, kiedy cheddar będzie się na nich topił.

Jak smażyć mięso?

Najpierw trzeba porządnie rozgrzać suchą patelnię grillową. Tłuszczu nie potrzebujemy, bo ten będzie wytapiał się z wołowiny. Kładziemy przyprawione solą i pieprzem burgery na jednej stronie i smażymy je na sporym ogniu ok. 2 minuty.

smażone burgery

Przyprawiamy drugą stronę i smarujemy ją musztardą dijon, po czym przekładamy kotlety i kładziemy na wierzchu ser, a następnie smażymy to ok. 2-3 minut.

roztapiany cheddar na burgery

Jeśli macie piekarnik z opcją grilla, to świetną sprawą bedzie włożenie do niego burgerów i potrzymanie ich tam ok. 2 minuty, aż górna grzałka piekarnika jeszcze bardziej stopi ser. Tak, aż będzie prawie pływał.

Stopień wysmażenia zależy już od własnych upodobań. My preferujemy „średni”, ponieważ cieszy nas widok delikatnie różowego mięska, a soczystość która towarzyszy jego konsumpcji po prostu zwala z nóg. Jest kilka patentów na to, aby sprawdzić, jak bardzo wysmażona jest nasza wołowina:

  1. Liczyć czas – tak, jak napisaliśmy powyżej. Smażymy mięso ok. 2-3 minuty z każdej strony i potem dajemy mu odpocząć na talerzach kolejne dwie. Mięso się wtedy ładnie zamknie i krew nie będzie z niego wypływać.
  2. Sprawdzić temperaturę w środku – do tego służy bardzo prosty termometr do kupienia za ok. 20 zł. W przypadku średniego stopnia wysmażenia temperatura powinna wynosić ok. 60 stopni celsjusza.
  3. Pomacać się – nie żartujemy. Najpierw sprawdzamy palcem, jak odczuwamy twardość skóry na podbródku, policzku i nosie. Jeśli mięso w dotyku jest tak twarde, jak czubek nosa, to prawdopodobnie uzyskaliśmy stopień średni.

Tak wyglądał nasz cheeseburger w środku:

środek cheeseburgera

Jakie pieczywo wybrać do cheeseburgera?

Na naszym blogu znajdziecie już kilka przepisów na burgerowe bułki, ale najlepszym jest bez dwóch zdań TEN. Po pierwsze, bułki z tego przepisu przygotowuje się w ok. 30 minut, bez długiego czekania, aż ciasto wyrośnie. Po drugie, ostatnie i najważniejsze, pieczywo jest genialnie puszyste, rumiane z wierzchu, mięciusie w środku, a po zgrillowaniu na patelni nabiera jeszcze odrobiny chrupkości.

bułki do cheeseburgerów

Trudno znaleźć w sklepie dobrą bułkę do burgera, dlatego zawsze wypiekamy i będziemy wypiekać własne pieczywo, bo nic tak nie smakuje jak domowa brioszka w towarzystwie wołowiny z podwójnym serem i właściwymi dodatkami.

  • Mądry tip: Wystrzegamy się pompowanych sztucznie bułek sklepowych, które mają na etykiecie napisane „bułki na burgery”. Nie ma sensu sobie psuć wrażeń smakowych, a tablicy Mendelejewa można uczyć się w inny sposób.

No i teraz czas na sprawę wagi państwowej – wybór cheddara.

Jak nie naciąć się na słaby ser przy zakupie cheddara?

Tak bardzo, jak kochamy polskie sery, tak odradzamy wybieranie cheddarów od naszych producentów. Niestety w niczym one nie przypominają prawdziwego sera do cheeseburgerów – ani kolorem, ani smakiem. Pamiętajcie, że cheddar ma bardzo wyrazisty, głęboki smak, z wyczuwalną nutą cierpkości. Importowany, najlepszy jakościowo cheddar, jaki do tej pory spotkaliśmy, dostaniecie w sklepach wielkopowierzchniowych, a firma nazywa się Jansen.

Irish red cheddar

Irish red cheddar charakteryzuje się tym, że jest wyraźnie pomarańczowy, z delikatnie białymi przebarwieniami na powierzchni. Łatwo go pomylić z serem mimolette, którego pomarańczowa barwa jest jednolita niczym opalenizna osoby, która przesadza z solarium. Najlepiej więc – zaraz po etykiecie – będzie sprawdzić ser po dotyku. Cheddar jest serem półtwardym, natomiast mimolette jest bardziej miękki.

  • Mądry tip: Skład sera powinien być jak najprostszy. Mleko, podpuszczka, kultury bakterii mlekowych, do tego ewentualnie stabilizator i barwnik. Wszystko wychodzące poza tę ilość składników niesie z sobą podejrzenia i o słabszej jakości produktu.

Jeszcze tylko dodatki i jesteśmy w domu!

Niezbędne dodatki dla cheeseburgera

Cheeseburge również potrzebuje odpowiednio eleganckiej biżuterii. Na sam początek należy wspomnieć o majonezie, który zapewni stabilność dla mięsa i sprawi, że nie będzie się ślizgać po bułce. Poza tym, burger bez majonezu, to jak żołnierz bez karabinu.

Druga i właściwie jedna z najważniejszych rzeczy to keczup/keczap. Ten też robimy od zera – mamy na Stonerchefie przepis, z którym – z wyjątkiem Heinza – rzadko który ketchup może konkurować. Można go przygotować w 30 minut, w sam raz pomiędzy wypiekaniem bułek, a obrabianiem mięsa.

ketchup domowy

Ostatnia dwójka bohaterów to ogórki konserwowe i zwyczajna cebula.

ogórki i cebula

Te pierwsze kroimy w cienkie plasterki, natomiast cebulę bardzo drobno siekamy i nie szczędzimy jej  na cheeseburgerze.

posiekana cebula do cheeseburgerów

Teraz jesteście wyposażeni w potężną wiedzę o tym, jak przygotować sobie autentycznego, boskiego cheeseburgera – w takim razie przejdźmy do formalności i zobaczmy…

… Jak to się składa?

Przekrojone i zgrillowane wcześniej bułki smarujemy na spodzie majonezem. Na nim ląduje burger ze stopionym cheddarem, który smarujemy słuszną warstwą keczupu/keczapu. Dodajemy plastry ogórka i dużo posiekanej cebuli, po czym przykrywamy całość górą bułki, również posmarowaną pomidorową rozkoszą.

cheeseburger cheeseburger cheeseburger

Jeśli zaś marzy nam się podwójny cheeseburger, to przed zamknięciem kładziemy kolejny kawałek mięsa, smarujemy ketchupem i rozkładamy zarówno ogórka, jak i cebulę – hojną ręką.

cheeseburger cheeseburger cheeseburger

Tak to właśnie wygląda – majestatycznie, postawnie, pociągająco i kusi bardziej, niż sam Szatan. Cheeseburgery są gotowe, żeby wylądować w Waszych brzuszkach i spełnić dobry uczynek w postaci najlepszych wrażeń smakowych, jakie kiedykolwiek to klasyczne połączenie mogło dostarczyć.

Ach, no tak! Zupełnie byśmy zapomnieli.

Dlaczego nie tyjemy przy tak… wyjątkowym jedzeniu?

cheeseburger

To jest pytanie, które bardzo często zdarza nam się usłyszeć lub przeczytać. Jak zapewne zauważyliście, to, co się da, robimy w domu od zera. Dzięki temu mamy pewność, że w naszych półproduktach znajdują się same naturalne składniki. Jeśli zaś chodzi o mięso i warzywa, to wybieramy takich dostawców i takie sklepy, które są w stanie zagwarantować nam wysoką jakość surowca, a nie badziewie, które zrobi z naszych żołądków śmietnik. Wychodzi to co prawda nieco drożej i tak – trzeba się przy tym więcej nachodzić. Ale za to organizm sam się później człowiekowi odwdzięcza za pyszne domowe amciu.

podpis pod postem